„Do Falenicy dziewięć czy więcej kilometrów. Ciągle piach, małe laski, większy las zniszczony od pocisków, wycięty w ostatnią ciężką zimę. Falenica o zabudowie drewnianej wille, chałupki, klitki. Z tej strony torów kolejowych mieszkają przeważnie Żydzi. Małe Żydziątka uciekają przed nami, starszych nie bardzo widać. Spotkana babahandlarka opowiada, że wkrótce będzie tu getto. Zamkną Żydów za drutami. Nie mogę już tej baby słuchać. Zza płotu obserwują mnie czarne oczy wyrostka. Mimo woli uśmiecham się do niego. Masz tobie! Chłopak szepcze gorączkowo
— Chodź pani, wielki, ważny interes.
Poszłam za tym chłopcem. Czarna sionka, izba, kilkoro dzieci i starszych. Chłopak wyciąga spod łóżka mocno naoliwione szmaty. To właśnie jest interes dwa lśniące od tłuszczu „visy". Chcę za tę broń zapłacić, ale chłopak gwałtownie protestuje. Tak samo starsi. Mam wziąć, oddać komu należy. Ufają mi, wierzą, że ich nie zdradzę. Ściskam wyciągnięte ręce, dziękuję tym ludziom w milczeniu. Nie znajduję żadnych słów. Chłopak pomaga ułożyć pistolety w mojej obszernej torbie, narzuca na to garść cebuli i wiśni. Błogosławią mnie po polsku, po żydowsku.
Dopędzam Mamunię już przy stacji. Wykupuję bilety. Od Otwocka nadjeżdża pociąg. Wysypują się skądś żandarmi. Krótka, spieszna rewizja. Zajrzą do mojej torby Nagle jakieś zamieszanie. Halt! Halt! Ucieka małe Żydziątko. Strzał! Upadło. Chude rączki wzniesione ku niebu. A ja stoję, patrzę, nic mu nie pomogłam.“(12)
Waterjet |Corporate Identity |biznes.supersonicinfo.com