„Rozmawiała z nim długo w mojej obecności, oczywiście po rumuńsku, niewiele przeto rozumiałem. Wreszcie oświadczyła z uśmiechem — Alors Thomas, mon óncle... A więc, Tomaszu, mój wuj ułatwi ci przejście granicy do Jugosławii i dojazd do Zagrzebia. Tam jednak będziesz musiał sam sobie radzić.
Ucałowałem Nadię i uścisnąłem z wdzięcznością dłoń jej krewniaka. Nie będę już zależny od bukareszteńskich bonzów.
Zdobyłem adres naszej placówki w Zagrzebiu i 21 listopada, w dzień swoich urodzin, wyruszyłem w drogę do „cioci Frani".
Przyjaciel wuja Nadi, szef brygady konduktorskiej, usadowił mnie w służbowym przedziale pociągu pospiesznego do Jugosławii. Zamykając drzwi na klucz uprzedził, abym siedział cichutko jak mysz pod miotłą, on zaś przyjdzie po mnie w odpowiednim momencie. Światło musi być wygaszone i najlepiej gdybym postarał się usnąć.
Ale sen nie nadchodził. Leżąc wygodnie na ławce, powracałem do chwili pożegnania. Przede mną smutnie uśmiechnięta Nadia, trzymająca w dłoni moje biedniutkic trzy róże, i ciche słowa — Adieu, Thomas, et bonne chance, mon garcon! — Żegnaj, Tomaszu, i życzę ci szczęścia, mój chłopcze! — Ja tobie też, Nadiu, z całego serca. Byłaś rzeczywiście dobrym druhem.“(2)


Sok Noni |Lekarze Białystok |aukcje internetowe